Przejdź do głównej treści

Darmowa dostawa już od 350 zł ZOBACZ

Darmowa dostawa już od 350 zł ZOBACZ

Darmowa już od 350 zł ZOBACZ

Dostawa już od 350 zł ZOBACZ
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Jak modlić się codziennie i nie stracić wytrwałości?

Jak modlić się codziennie i nie stracić wytrwałości? Poznaj proste sposoby na stały rytm modlitwy, powrót po przerwie i bliskość z Bogiem.

Jak modlić się codziennie i nie stracić wytrwałości?

Jak modlić się codziennie i nie stracić wytrwałości?

Zaczynamy zwykle z dobrym postanowieniem. Od jutra będę modlić się każdego ranka. Codziennie przeczytam fragment Ewangelii. Wieczorem znajdę czas na różaniec. Przez pierwsze dni wszystko rzeczywiście się udaje. Później przychodzi bardziej nerwowy poranek, dodatkowe obowiązki, zmęczenie albo zwyczajne roztargnienie. Jeden opuszczony dzień zamienia się w kilka, a po tygodniu pojawia się myśl: „Znowu nie wytrwałem”.

Wiele osób właśnie w tym miejscu rezygnuje. Dochodzą do wniosku, że nie potrafią modlić się regularnie, mają za mało silnej woli albo ich wiara jest zbyt słaba. Tymczasem problem często nie leży w braku wiary, lecz w sposobie, w jaki próbujemy wprowadzić modlitwę do swojego życia. Stawiamy sobie wymagania, których nie jesteśmy w stanie spełniać każdego dnia, a później mylimy chwilową przerwę z całkowitą porażką.

Codzienna modlitwa nie wymaga idealnego planu. Potrzebuje prostego rytmu, odrobiny wytrwałości i gotowości do powrotu — również wtedy, gdy po raz kolejny coś nam nie wyszło.

Dlaczego tak trudno modlić się regularnie?

Modlitwa nie jest jedyną dobrą rzeczą, na którą brakuje nam czasu. Podobnie bywa z odpoczynkiem, czytaniem, ruchem albo spokojną rozmową z bliską osobą. Wiemy, że są potrzebne, lecz ustępują przed sprawami, które wydają się pilniejsze.

Telefon przypomina o wiadomościach. Praca ma swoje terminy. Dom domaga się uwagi. Modlitwa natomiast nie wysyła powiadomienia i nie wywołuje natychmiastowych konsekwencji, gdy ją pominiemy. Łatwo więc przesunąć ją na później. Wieczorem okazuje się, że jesteśmy już zbyt zmęczeni, aby zebrać myśli.

Nie zawsze chodzi zresztą o brak czasu. Czasem unikamy modlitwy, ponieważ oznacza ona zatrzymanie. W ciszy mogą wrócić pytania, emocje i sprawy, od których przez cały dzień uciekaliśmy. Łatwiej włączyć kolejny film, przeczytać wiadomości albo zająć się czymś pożytecznym, niż przez kilka minut zostać sam na sam z Bogiem i z własnym sercem.

Warto to sobie uczciwie powiedzieć. Nie po to, aby się osądzać, ale żeby odkryć, co naprawdę przeszkadza nam w modlitwie.

Nie buduj życia modlitewnego na samym zapale

Zapał jest dobry, lecz zazwyczaj nie trwa długo. Przychodzą dni, w których łatwo się modlić, i takie, w których człowiek nie ma na to najmniejszej ochoty. Jeśli codzienna modlitwa zależy wyłącznie od nastroju, szybko stanie się przypadkowa.

Relacje nie rozwijają się tylko wtedy, gdy mamy dobry humor i dużo wolnego czasu. Bliskość powstaje również dzięki zwyczajnej obecności. Czasem rozmowa jest długa i ważna, a czasem wystarczy kilka zdań wypowiedzianych przy porannej kawie. Podobnie jest z Bogiem.

Wytrwałość w modlitwie nie oznacza nieustannego duchowego uniesienia. Częściej wygląda znacznie skromniej: człowiek przychodzi mimo zmęczenia, robi znak krzyża i mówi: „Panie, nie mam dzisiaj wielu słów, ale chcę być przy Tobie”.

Taka modlitwa może wydawać się mała. W rzeczywistości jest bardzo prawdziwa, bo nie opiera się na chwilowym wzruszeniu, lecz na decyzji pozostania w relacji.

Znajdź stały punkt dnia

Jeżeli modlitwa ma odbywać się „kiedy znajdę chwilę”, najczęściej ta chwila nie nadchodzi. Zawsze pojawi się coś, co można zrobić wcześniej. Dlatego pomaga połączenie modlitwy z konkretnym momentem dnia.

Dla jednej osoby będzie to poranek, zanim pozostali domownicy wstaną. Ktoś inny może modlić się po odwiezieniu dzieci do szkoły, po powrocie z pracy albo wieczorem, kiedy dom już ucichnie. Nie ma jednej pory odpowiedniej dla wszystkich.

Najlepszy czas na modlitwę to niekoniecznie ten, który brzmi najbardziej pobożnie. To pora, którą rzeczywiście potrafisz zachować. Jeśli rano działasz w pośpiechu i ledwo zdążasz wyjść z domu, planowanie półgodzinnej modlitwy o świcie prawdopodobnie zakończy się frustracją. Być może łatwiej będzie Ci zatrzymać się na dziesięć minut po kolacji.

Pomaga także przygotowanie prostego miejsca: krzesła przy oknie, fragmentu biurka albo niewielkiej półki z Biblią, krzyżem czy ikoną. Nie dlatego, że Bóg jest obecny wyłącznie w tym miejscu. Chodzi o znak, który przypomina: tutaj na chwilę przestaję zajmować się wszystkim innym.

Ustal swoje minimum modlitwy

Są dni spokojne, kiedy można przeczytać dłuższy fragment Pisma Świętego, odmówić różaniec i pozostać w ciszy. Są też takie, w których od rana wszystko idzie niezgodnie z planem. Jeśli uznamy, że wartościowa modlitwa musi trwać co najmniej pół godziny, w trudniejszym dniu prawdopodobnie nie pomodlimy się wcale.

Dlatego warto ustalić plan minimum. Nie chodzi o to, aby dawać Bogu jak najmniej, lecz aby nie tracić z Nim kontaktu wtedy, gdy życie staje się szczególnie wymagające.

Twoim minimum może być znak krzyża, jedno zdanie wdzięczności, krótkie powierzenie nadchodzącego dnia i spokojnie odmówione „Ojcze nasz”. Dla kogoś innego będzie to jeden psalm albo dziesiątka różańca.

Ważne, aby była to forma możliwa do zachowania także podczas zmęczenia, wyjazdu czy choroby. Gdy masz więcej czasu, modlitwa może trwać dłużej. Kiedy go brakuje, pozostaje choćby krótka chwila świadomej obecności przed Bogiem.

Czasami właśnie jedno zdanie wypowiedziane szczerze podtrzymuje relację lepiej niż wiele modlitw odmawianych bez uwagi.

Nie ograniczaj modlitwy do jednego spotkania

Codzienna modlitwa nie musi oznaczać wyłącznie jednego dłuższego czasu spędzonego z Bogiem. Można powracać do Niego na krótkie chwile w ciągu całego dnia.

Przed rozpoczęciem pracy możesz poprosić o mądrość i cierpliwość. Jadąc samochodem, podziękować za konkretną osobę. Przed trudną rozmową powiedzieć w myślach: „Panie, pomóż mi nie zranić tego człowieka”. Kiedy dociera dobra wiadomość, zamiast zatrzymać radość tylko dla siebie, można od razu zwrócić się do Boga: „Dziękuję Ci”.

Takie krótkie modlitwy nie zastępują spokojnego spotkania, ale sprawiają, że wiara przestaje być oddzielona od codzienności. Bóg nie pozostaje kimś, do kogo zwracamy się przez kilka minut rano lub wieczorem. Zaczynamy zapraszać Go do spraw, którymi naprawdę żyjemy.

Z czasem krótkie akty modlitwy pojawiają się coraz bardziej naturalnie. Nie są już dodatkowym obowiązkiem. Stają się sposobem przeżywania dnia w Bożej obecności.

Co robić w czasie duchowej pustki?

Najtrudniej wytrwać wtedy, gdy modlitwa przestaje przynosić wyraźne pocieszenie. Człowiek przychodzi, próbuje się skupić, ale ma wrażenie, że nic się nie dzieje. Nie pojawia się pokój ani odpowiedź. Słowa brzmią obco, a cisza wydaje się pusta.

W takiej chwili łatwo pomyśleć, że Bóg się oddalił albo że dalsza modlitwa nie ma sensu. Nie musi to jednak być prawdą. Nasze przeżycia zmieniają się pod wpływem stresu, zdrowia, zmęczenia i wielu wydarzeń, których nie zawsze jesteśmy świadomi.

Bóg nie staje się bardziej obecny tylko dlatego, że odczuwamy wzruszenie. Nie znika również wtedy, gdy nie czujemy niczego.

Modlitwa przeżywana w oschłości może być szczególnie szczera. Nie przychodzimy wtedy dla przyjemnego doświadczenia. Przychodzimy, ponieważ chcemy pozostać przy Bogu. Można Mu powiedzieć: „Panie, nie czuję Twojej obecności i trudno mi się modlić. Mimo to jestem tutaj”.

Nie trzeba udawać pokoju, którego nie ma. Prawda wypowiedziana przed Bogiem jest lepsza niż pobożne słowa, za którymi nie stoi serce.

Słowo Boże pomaga odzyskać kierunek

Kiedy własne słowa zaczynają się powtarzać albo zupełnie ich brakuje, warto otworzyć Ewangelię. Nie trzeba czytać całego rozdziału. Kilka zdań może wystarczyć.

W Ewangelii według św. Łukasza Jezus opowiada uczniom przypowieść, aby pokazać im, że „zawsze powinni się modlić i nie ustawać” (Łk 18,1). Nie oznacza to, że mamy przez cały dzień wypowiadać kolejne modlitwy. Chodzi raczej o serce, które pomimo trudności nie zamyka się na Boga.

Czytając Pismo Święte, zatrzymaj się przy jednym zdaniu. Zapytaj, co mówi ono o Bogu i co odsłania w Twoim obecnym życiu. Jeśli żadne słowo szczególnie Cię nie poruszy, nie traktuj tego jako niepowodzenia. Sam czas spędzony ze Słowem ma znaczenie.

Nie każda lektura przynosi natychmiastowe odkrycie. Czasem przeczytane zdanie wraca dopiero kilka godzin później, podczas rozmowy, podejmowania decyzji albo chwili niepokoju.

Nie licz opuszczonych dni

Po przerwie często pojawia się wstyd. Człowiek pamięta swoje postanowienie i widzi, jak szybko je porzucił. Zamiast wrócić do modlitwy, zaczyna omijać ją jeszcze bardziej, jakby najpierw musiał odzyskać prawo do spotkania z Bogiem.

To jedna z najskuteczniejszych pułapek zniechęcenia.

Bóg nie prowadzi rejestru opuszczonych wieczorów po to, aby później przedstawić nam rachunek. Kiedy wracasz, nie musisz nadrabiać wszystkich dni ani składać kolejnej wielkiej obietnicy. Możesz powiedzieć po prostu: „Panie, znowu odszedłem od mojego rytmu. Chcę zacząć od nowa”.

I zacząć od dzisiejszego dnia.

Wytrwałość nie polega na tym, że nigdy nie przerywamy. Polega na tym, że nie pozwalamy, aby przerwa stała się końcem. Człowiek wytrwały również upada, zapomina i przeżywa słabsze okresy. Nauczył się jednak wracać.

Być może właśnie te powroty uczą nas najwięcej o Bogu. Odkrywamy, że On nie przyjmuje nas tylko wtedy, gdy jesteśmy systematyczni i skupieni. Czeka również wtedy, gdy przychodzimy po raz kolejny z pustymi rękami.

Sprawdzaj owoce, a nie tylko regularność

Można modlić się codziennie i jednocześnie pozostawać niecierpliwym, zamkniętym na innych oraz przekonanym o własnej racji. Sama regularność nie jest jeszcze celem.

Od czasu do czasu warto zapytać siebie, czy modlitwa zaczyna wpływać na życie. Czy łatwiej mi przeprosić? Czy potrafię zatrzymać się przed wypowiedzeniem raniących słów? Czy zauważam potrzeby innych ludzi? Czy podejmuję decyzje nie tylko pod wpływem lęku lub własnej wygody?

Owoce często są niewielkie i pojawiają się powoli. Możemy ich nawet nie zauważyć. Dopiero po kilku miesiącach odkrywamy, że w sytuacji, która dawniej wywołałaby gwałtowną reakcję, potrafiliśmy zachować spokój. Albo że pierwszy raz od dawna zdobyliśmy się na przebaczenie.

Modlitwa nie służy do poprawiania nastroju ani ustanawiania rekordów wytrwałości. Ma otwierać człowieka na Boga i pozwalać Mu stopniowo przemieniać jego sposób myślenia, wybory oraz relacje.

Zacznij dzisiaj, nie od poniedziałku

Jeżeli chcesz modlić się codziennie, nie czekaj na nowy tydzień, spokojniejszy miesiąc ani moment, w którym uporządkujesz wszystkie obowiązki. Zatrzymaj się dzisiaj na kilka minut.

Zrób znak krzyża. Powiedz Bogu, z czym przychodzisz. Podziękuj za jedną rzecz, poproś o pomoc w jednej sprawie i powierz Mu osobę, która potrzebuje dobra. Potem odmów spokojnie „Ojcze nasz”.

Jutro zrób to ponownie.

Nie próbuj od razu udowodnić sobie, że potrafisz wytrwać przez cały rok. Spotkaj się z Bogiem dzisiaj. Kiedy przyjdzie przerwa, wróć. Kiedy zabraknie słów, pozostań przez chwilę w ciszy. Gdy będziesz miał więcej czasu, zostań dłużej.

Codzienna modlitwa dojrzewa właśnie w ten sposób: nie przez wielkie postanowienia, lecz przez małe spotkania, które stopniowo stają się częścią życia. Najważniejsze nie jest to, że nigdy nie opuścisz żadnego dnia. Najważniejsze jest to, abyś po każdym odejściu wiedział, dokąd wracać.

Komentarze do wpisu (0)

Napisz komentarz

Powiązane artykuły