Przejdź do głównej treści

Darmowa dostawa już od 350 zł ZOBACZ

Darmowa dostawa już od 350 zł ZOBACZ

Darmowa już od 350 zł ZOBACZ

Dostawa już od 350 zł ZOBACZ
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Modlitwa „Ojcze nasz” – znaczenie każdego wezwania

Modlitwa „Ojcze nasz” – poznaj znaczenie każdego wezwania i odkryj, jak słowa Jezusa prowadzą do zaufania, przebaczenia i bliskości z Bogiem.

Modlitwa „Ojcze nasz” – znaczenie każdego wezwania

Modlitwa „Ojcze nasz” – znaczenie każdego wezwania

„Ojcze nasz” znamy zazwyczaj od dzieciństwa. Potrafimy wypowiedzieć tę modlitwę bez zastanowienia, nawet wtedy, gdy jesteśmy zmęczeni albo rozproszeni. Słowa pojawiają się niemal automatycznie. Właśnie dlatego łatwo przeoczyć, jak wiele się w nich kryje.

To przecież nie jest jedna z wielu modlitw ułożonych przez człowieka. Jej słów nauczył uczniów sam Jezus. Gdy poprosili Go: „Panie, naucz nas modlić się”, nie przekazał im skomplikowanej metody ani długiego zestawu religijnych formuł. Dał im krótką modlitwę, w której zawarł wszystko, co najważniejsze: prawdę o Bogu, nasze codzienne potrzeby, przebaczenie, zmaganie ze złem i nadzieję na życie w Jego królestwie.

„Ojcze nasz” można odmówić w kilkadziesiąt sekund. Można też zatrzymać się przy jednym zdaniu i odkryć, że dotyka ono spraw, z którymi zmagamy się przez całe życie.

Jezus uczy nas, do kogo naprawdę się modlimy

Modlitwa Pańska została zapisana w dwóch Ewangeliach: według św. Mateusza i św. Łukasza. W obu przypadkach Jezus pokazuje, że modlitwa nie polega na mnożeniu słów ani na próbie przekonania Boga, aby wreszcie zwrócił na nas uwagę.

Bóg już wie, czego potrzebujemy. Modlitwa nie służy przekazywaniu Mu informacji. To raczej wejście w relację i pozwolenie, aby Jego obecność uporządkowała nasze pragnienia, lęki oraz decyzje.

Siedem próśb zawartych w „Ojcze nasz” układa się w bardzo wymowną drogę. Najpierw zwracamy się ku Bogu: Jego imieniu, królestwu i woli. Dopiero później mówimy o chlebie, winach, pokusach i złu. Nie oznacza to, że nasze potrzeby są dla Boga nieważne. Jezus uczy jednak, że człowiek zaczyna widzieć własne życie wyraźniej, kiedy najpierw przypomni sobie, kim jest Bóg.

„Ojcze nasz” – nie przychodzimy do Boga jak do obcego

Pierwsze słowo tej modlitwy zmienia wszystko. Jezus pozwala nam zwrócić się do Boga: „Ojcze”.

Dla wielu osób nie jest to łatwe. Jeżeli ktoś miał kochającego, obecnego ojca, słowo to może budzić poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli jednak ojciec był nieobecny, surowy, agresywny albo obojętny, obraz Boga Ojca może zostać zraniony przez ludzkie doświadczenia.

Jezus nie mówi jednak, że Bóg przypomina każdego ziemskiego ojca. Jest odwrotnie: to Boże ojcostwo pokazuje, jak powinna wyglądać prawdziwa miłość ojca. Bóg nie porzuca, nie manipuluje i nie kocha jedynie wtedy, gdy spełniamy Jego oczekiwania. Zna nas do końca, a mimo to zaprasza do bliskości.

Nie mówimy przy tym „Ojcze mój”, lecz „Ojcze nasz”. Nawet gdy modlimy się samotnie, pozostajemy częścią większej wspólnoty. Przynosimy przed Boga nie tylko własne sprawy, ale również życie innych ludzi. Nie możemy prosić o chleb wyłącznie dla siebie i pozostawać obojętni na głód drugiego człowieka. Nie możemy prosić o przebaczenie, a jednocześnie uważać, że miłosierdzie należy się tylko nam.

Jedno krótkie słowo „nasz” przypomina, że do Boga nie idzie się całkowicie samotnie.

„Któryś jest w niebie” – Bóg jest blisko, ale nie można Go pomniejszyć

Niebo w języku biblijnym nie oznacza jedynie odległego miejsca znajdującego się gdzieś ponad chmurami. Mówi przede wszystkim o sposobie istnienia Boga. Jest On większy od świata, nie podlega jego ograniczeniom i nie można zamknąć Go w żadnym ludzkim wyobrażeniu.

Słowa „któryś jest w niebie” nie mają więc tworzyć dystansu. Przypominają, że Ojciec, do którego się zwracamy, jest jednocześnie bliski i nieskończenie większy od nas. Możemy mówić Mu o najprostszych sprawach, ale nie możemy sprowadzić Go do roli wykonawcy naszych planów.

Czasem chcielibyśmy, aby Bóg działał dokładnie według przygotowanego przez nas scenariusza. Modlimy się i od razu podpowiadamy Mu najlepsze rozwiązanie. Tymczasem uznanie, że Bóg „jest w niebie”, oznacza również zgodę na to, że widzi więcej. Nie wszystko rozumiemy od razu. Nie każda odpowiedź przychodzi w takiej formie, jakiej oczekiwaliśmy.

„Święć się imię Twoje” – niech świat zobaczy, kim jesteś

Bóg już jest święty, dlatego nie prosimy, aby stał się jeszcze bardziej święty. Słowa „święć się imię Twoje” oznaczają: niech Twoje imię będzie uznane za święte, niech ludzie poznają prawdę o Tobie i oddają Ci należną cześć.

W Biblii imię nie jest jedynie określeniem używanym do odróżnienia jednej osoby od drugiej. Wyraża jej tożsamość. Prosząc o uświęcenie Bożego imienia, pragniemy, aby Bóg został poznany takim, jaki naprawdę jest — jako dobry, wierny, sprawiedliwy i miłosierny.

Ta prośba dotyczy również naszego życia. Można mówić o Bogu pięknymi słowami, a jednocześnie przedstawiać Go innym jako kogoś surowego i pozbawionego miłosierdzia. Można publicznie wyznawać wiarę, lecz swoim postępowaniem zniechęcać ludzi do chrześcijaństwa.

Kiedy wypowiadamy „święć się imię Twoje”, prosimy więc także: „Boże, spraw, aby moje życie nie zasłaniało Ciebie. Niech to, co robię, pomaga innym zobaczyć Twoje dobro”.

To wymagająca modlitwa, ponieważ przenosi odpowiedzialność z samych słów na codzienne zachowanie.

„Przyjdź królestwo Twoje” – prośba o świat przemieniony przez Boga

Królestwo Boże było jednym z najważniejszych tematów nauczania Jezusa. Nie chodziło Mu jednak o państwo posiadające granice, wojsko i ziemskiego władcę. Królestwo Boże rozpoczyna się tam, gdzie człowiek pozwala Bogu panować w swoim życiu.

Pojawia się tam, gdzie zwycięża prawda, miłość, sprawiedliwość, przebaczenie i troska o słabszych. Jest obecne w każdym dobru, które rodzi się z działania Boga, choć swoją pełnię osiągnie dopiero przy powtórnym przyjściu Chrystusa.

Prosząc „przyjdź królestwo Twoje”, nie modlimy się więc jedynie o odległą przyszłość. Prosimy również o to, aby Boże królowanie rozpoczęło się dzisiaj — w naszym domu, pracy, relacjach i sposobie podejmowania decyzji.

Łatwo oczekiwać, że Bóg naprawi świat. Trudniej pozwolić Mu zmienić coś w nas. Jego królestwo przychodzi również wtedy, gdy rezygnujemy z odwetu, uczciwie wykonujemy obowiązki, stajemy po stronie skrzywdzonego albo zdobywamy się na pierwszy krok ku pojednaniu.

Ta prośba może być bardzo konkretna: „Panie, zapanuj nad moim gniewem. Wejdź w tę trudną relację. Uporządkuj to, nad czym przestałem panować”.

„Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi” – zgoda, która nie jest rezygnacją

To jedno z najtrudniejszych zdań całej modlitwy. Zwłaszcza wtedy, gdy bardzo nam na czymś zależy albo przeżywamy chorobę, stratę i niepewność.

„Bądź wola Twoja” może zabrzmieć jak bezradne pogodzenie się z losem. Czasem ludzie wypowiadają te słowa tak, jakby wszystko, co się wydarza, było bezpośrednio zaplanowane przez Boga. Nie każde zło jest jednak Jego wolą. Bóg nie pragnie grzechu, przemocy, zdrady ani ludzkiego cierpienia.

Prośba o spełnienie Bożej woli nie oznacza biernego przyjmowania krzywdy. Nie zwalnia również z działania, leczenia, szukania pomocy czy przeciwstawiania się złu. Jest modlitwą o to, aby nasze decyzje zgadzały się z Bożym dobrem, nawet jeśli wymaga to zmiany własnych planów.

Sam Jezus w Ogrodzie Oliwnym nie ukrywał lęku i prosił, aby ominął Go kielich cierpienia. Jednocześnie powierzył się Ojcu. Pokazał w ten sposób, że przed Bogiem można wypowiedzieć własne pragnienie, a później dodać: „Ty widzisz więcej. Prowadź mnie”.

Zgoda na wolę Boga nie musi przychodzić natychmiast. Czasami człowiek długo się z nią zmaga. Można więc modlić się bardzo uczciwie: „Boże, dzisiaj nie potrafię przyjąć tego, co się dzieje. Pomóż mi zaufać Ci choć trochę”.

„Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” – Bóg troszczy się o zwyczajne życie

Po trzech prośbach skierowanych ku Bogu pojawia się pierwsza prośba dotycząca naszych potrzeb. Jezus wybiera chleb — coś prostego, codziennego i niezbędnego.

Możemy przynosić Bogu sprawy materialne: pracę, mieszkanie, pieniądze, zdrowie i bezpieczeństwo rodziny. Nie są one zbyt przyziemne. Bóg nie interesuje się wyłącznie naszym życiem duchowym. Zna przecież całego człowieka.

Prosimy jednak o chleb „na dzisiaj”. To przypomina drogę Izraelitów przez pustynię, gdy każdego dnia otrzymywali mannę. Nie mogli zgromadzić jej na wiele lat i w ten sposób uniezależnić się od Boga. Uczyli się codziennego zaufania.

My zwykle chcielibyśmy mieć zabezpieczoną całą przyszłość. Martwimy się tym, co wydarzy się za miesiąc, rok albo za dziesięć lat. Jezus nie zabrania rozsądnego planowania. Uczy jednak, aby nie przeżywać wszystkich przyszłych lęków naraz. Na dzisiejszy dzień prosimy o dzisiejszy chleb.

W tradycji chrześcijańskiej prośba ta odnosi się również do Eucharystii i słowa Bożego. Człowiek potrzebuje nie tylko pożywienia dla ciała. Potrzebuje obecności Boga, prawdy, nadziei i sensu.

Znów mówimy o chlebie „naszym”, a nie wyłącznie „moim”. Jeżeli proszę Ojca o chleb dla nas, powinienem zapytać, czy ktoś obok mnie nie cierpi niedostatku. Modlitwa otwiera oczy, a czasem prowadzi do podzielenia się tym, co samemu się otrzymało.

„Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” – przyjęcie i przekazanie miłosierdzia

Każdy potrzebuje przebaczenia. Nie chodzi tylko o wielkie, widoczne upadki. Ranimy innych słowami, obojętnością, egoizmem, brakiem uczciwości i dobrem, którego nie zrobiliśmy, choć mogliśmy.

W „Ojcze nasz” nie próbujemy się usprawiedliwiać. Stajemy przed Bogiem bez udawania niewinności i prosimy: „Odpuść nam nasze winy”.

Trudniejsza okazuje się druga część zdania: „jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Czy Bóg przebacza nam tylko wtedy, gdy najpierw sami przebaczymy wszystkim?

Boże miłosierdzie nie jest nagrodą za nasze dobre zachowanie. Nie można na nie zasłużyć. Człowiek może jednak zamknąć się na otrzymany dar. Jeżeli proszę o przebaczenie dla siebie, a jednocześnie świadomie pielęgnuję nienawiść, nie pozwalam, aby miłosierdzie naprawdę przemieniło moje serce.

Przebaczenie nie oznacza, że krzywda przestaje być ważna. Nie nakazuje udawać, że nic się nie wydarzyło. Nie zawsze prowadzi do odbudowania zaufania i nie zobowiązuje do pozostawania w relacji, w której nadal dochodzi do przemocy. Można przebaczyć, a jednocześnie postawić wyraźne granice.

Czasem przebaczenie jest długim procesem. Na początku człowiek potrafi jedynie powiedzieć: „Boże, jeszcze nie umiem przebaczyć. Nie chcę jednak żyć nienawiścią. Zacznij we mnie to, czego sam nie potrafię zrobić”.

Taka modlitwa może być pierwszym prawdziwym krokiem ku wolności.

„I nie wódź nas na pokuszenie” – Bóg nie namawia człowieka do zła

To wezwanie bywa źle rozumiane. Może sugerować, że Bóg prowadzi człowieka ku pokusie, a my prosimy, aby tego nie robił. Pismo Święte wyraźnie mówi jednak, że Bóg nikogo nie kusi do zła.

Prosimy więc, aby nie pozwolił nam wejść na drogę prowadzącą do grzechu i nie dopuścił, abyśmy ulegli pokusie. To wołanie o czujność, mądrość i siłę w chwili próby.

Pokusa rzadko przedstawia zło w jego prawdziwej postaci. Częściej przekonuje, że coś nam się należy, że jeden raz nie ma znaczenia, że wszyscy tak postępują albo że skrzywdzenie drugiej osoby jest uzasadnione. Dlatego potrzebujemy nie tylko silnej woli, lecz również światła pozwalającego rozpoznać, dokąd prowadzi dany wybór.

Wypowiadając to wezwanie, warto pomyśleć o własnych słabych miejscach. Dla jednej osoby będzie to gniew, dla innej uzależnienie, potrzeba kontroli, zazdrość, nieuczciwość lub pokusa ciągłego osądzania innych.

Można modlić się konkretnie: „Panie, znasz moją słabość. Pokaż mi moment, w którym zaczynam schodzić z dobrej drogi, i daj mi siłę, abym potrafił się zatrzymać”.

„Ale nas zbaw ode złego” – ostatnie słowo nie należy do ciemności

Na końcu nie prosimy jedynie o rozwiązanie pojedynczego problemu. Wołamy o uwolnienie od zła w całym jego znaczeniu: od grzechu, kłamstwa, rozpaczy, działania Złego i wszystkiego, co oddziela człowieka od Boga.

Chrześcijaństwo nie udaje, że zło jest tylko nieporozumieniem albo brakiem pozytywnego myślenia. Zło potrafi realnie ranić, niszczyć relacje i odbierać nadzieję. Jednocześnie nie jest ono równą Bogu siłą. Chrystus przez swoją śmierć i zmartwychwstanie pokazał, że grzech i śmierć nie mają ostatniego słowa.

Prosząc o wybawienie, uznajemy, że nie ze wszystkim poradzimy sobie sami. Potrzebujemy Boga. Nie jest to wyraz słabości, lecz prawdy o człowieku.

Ta prośba obejmuje również innych. Mówimy: „zbaw nas”, przynosząc Bogu ludzi żyjących w lęku, doświadczających wojny, przemocy, niesprawiedliwości, prześladowania i samotności. Modlitwa rozszerza serce poza granice własnych problemów.

„Amen” – chcę oprzeć życie na tych słowach

„Amen” często wypowiadamy jak sygnał zakończenia modlitwy. W rzeczywistości oznacza potwierdzenie: „Niech tak się stanie”, „wierzę”, „opieram się na tym”.

To małe słowo jest zgodą na całą treść modlitwy. Uznaję Boga za Ojca. Chcę szanować Jego imię. Oczekuję Jego królestwa. Pragnę szukać Jego woli. Ufam Mu w codziennych potrzebach. Przyjmuję przebaczenie i chcę przebaczać. Proszę o ochronę przed pokusą i złem.

Nie zawsze wypowiadamy „Amen” z pełną pewnością. Czasem więcej jest w nas pytań niż wiary. Można jednak powiedzieć je jako akt zaufania: „Boże, nie wszystko rozumiem, ale chcę oprzeć się na Tobie”.

Jak modlić się „Ojcze nasz”, aby nie powtarzać słów bezmyślnie?

Nie trzeba za każdym razem analizować wszystkich wezwań. Taka próba mogłaby zamienić modlitwę w wykład. Warto jednak od czasu do czasu odmówić ją bardzo powoli.

Możesz zatrzymać się po pierwszych słowach i uświadomić sobie, że naprawdę stoisz przed Ojcem. Przy prośbie o chleb pomyśl o tym, czego potrzebujesz dzisiaj, a nie w całym przyszłym roku. Przy słowach o przebaczeniu przypomnij sobie osobę, wobec której nosisz żal. Kiedy prosisz o ochronę przed pokusą, nazwij przed Bogiem własną słabość.

Czasami wystarczy wybrać jedno wezwanie na cały dzień. Rano powiedzieć: „Przyjdź królestwo Twoje”, a później wracać do tych słów podczas pracy, rozmowy lub trudnej decyzji. Następnego dnia można zatrzymać się przy prośbie o chleb albo przebaczenie.

Wtedy znana od lat modlitwa zaczyna spotykać się z konkretnym życiem.

„Ojcze nasz” nie zostało dane po to, abyśmy wypowiadali je jak religijną formułę, która automatycznie zapewni nam Bożą pomoc. Jezus dał nam słowa prowadzące do serca Ojca. Im bardziej je rozumiemy, tym wyraźniej widzimy, że nie są one ucieczką od codzienności.

Przeciwnie — obejmują wszystko, czym żyjemy: relację z Bogiem, nasze pragnienia, pracę, lęk o przyszłość, winę, trudność przebaczenia, słabość wobec pokus i spotkanie ze złem.

Możemy znać tę modlitwę przez całe życie, a mimo to wciąż odkrywać ją na nowo. Czasem jedno wezwanie wystarczy, aby inaczej spojrzeć na własny dzień. A niekiedy najważniejsze będzie już pierwsze słowo, wypowiedziane z prostą ufnością: „Ojcze”.

Komentarze do wpisu (0)

Napisz komentarz

Powiązane artykuły