Przejdź do głównej treści

Darmowa dostawa już od 350 zł ZOBACZ

Darmowa dostawa już od 350 zł ZOBACZ

Darmowa już od 350 zł ZOBACZ

Dostawa już od 350 zł ZOBACZ
Język/Language / Sprache
polski zł
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły
Twój koszyk jest pusty

Kategorie bloga

Kategorie bloga

Święty Juda Tadeusz i Mandylion

Co łączy apostoła znanego z jednego pytania zadanego Jezusowi, króla szukającego ratunku i wizerunek, który według tradycji powstał bez udziału ludzkiej ręki? Historia świętego Judy Tadeusza i Mandylionu prowadzi przez nadzieję, legendę i zagadki dawnych źródeł, a jej najbardziej fascynujące odkrycia zaczynają się tam, gdzie kończą się popularne opowieści.

Święty Juda Tadeusz i Mandylion

Święty Juda Tadeusz i Mandylion. Historia apostoła, królewskiej prośby i oblicza, które prowadzi do nadziei

Jedno pytanie zadane Jezusowi, prośba chorego króla i tajemniczy wizerunek splatają się w historię Judy Tadeusza i Mandylionu, która prowadzi dalej niż popularne legendy i pozostawia pytania, od których trudno uciec.

W popularnym żywocie wszystko mogłoby zmieścić się w kilku zdaniach. Juda był apostołem. Po śmierci Jezusa wyruszył w świat. Zaniósł królowi cudowny wizerunek, a król odzyskał zdrowie. Dlatego święty trzyma dziś oblicze Chrystusa, a ludzie proszą go o pomoc w sprawach beznadziejnych. Taka opowieść ma wyraźny początek i szczęśliwe zakończenie. Problem polega na tym, że łączy wiadomości pochodzące z różnych epok, różnych tekstów i różnych tradycji. Dopiero po ich rozdzieleniu można zobaczyć, jak naprawdę powstał jej niezwykły splot.

Punktem wyjścia będzie więc nie cudowna chusta, lecz człowiek. Jeden z Dwunastu, o którym zachowano bardzo niewiele. Człowiek, którego imię trzeba odróżnić od imienia zdrajcy, którego rodzinne powiązania nie są tak oczywiste, jak sugerują niektóre żywoty, i którego jedyne wyraźnie zapisane w Ewangelii pytanie dotyczy objawienia. Właśnie ten skromny początek pozwala później spojrzeć na Mandylion z większą uwagą. Zanim pojawi się obraz twarzy, pojawia się pragnienie zrozumienia, dlaczego Jezus daje się poznać.

Imię, które wymaga uważnego przeczytania

Wśród apostołów występują imiona, z którymi natychmiast łączymy rozbudowane opowieści. Piotr przypomina o wyznaniu wiary i zaparciu się Mistrza. Tomasz o spotkaniu ze Zmartwychwstałym. Mateusz o odejściu od komory celnej. W przypadku Judy Tadeusza pamięć działa inaczej. Często pierwsze skojarzenie dotyczy patronatu w trudnych sprawach, a dopiero później pojawia się pytanie o człowieka, który żył w czasach Jezusa. Droga do jego postaci zaczyna się od krótkich zapisów, pozornie mało obiecujących dla czytelnika szukającego pełnej biografii.

Mateusz i Marek wymieniają w gronie Dwunastu Tadeusza. Łukasz oraz Dzieje Apostolskie podają Judę Jakubowego, określenie rozumiane zwykle jako Juda, syn Jakuba. Tradycja kościelna łączy te imiona w postać św. Judy Tadeusza. Benedykt XVI, omawiając apostoła podczas audiencji generalnej 11 października 2006 roku, przypominał właśnie tę różnicę między spisami. Zaznaczał przy tym, jak niewiele informacji zachowało się o Judzie. To ważna wskazówka: ostrożność nie jest współczesnym dodatkiem wymierzonym w pobożność. Znajduje się również w papieskiej katechezie.

Nie należy natomiast mylić go z Judaszem Iskariotą. W Ewangelii Jana rozróżnienie jest wyrażone wprost. Ten drobny dopisek sprawia, że czytelnik nie musi zgadywać, kto zabiera głos podczas rozmowy. W polszczyźnie różnica między formami Juda i Judasz dodatkowo ułatwia orientację, ale samo podobieństwo imion nie daje podstaw do przypisywania obu postaciom wspólnego losu czy charakteru. O jednym człowieku nie wolno opowiadać przez moralny cień rzucony przez drugiego.

Co ukrywa przydomek Tadeusz

Przydomek wydaje się obiecywać więcej niż samo imię. Można oczekiwać, że odsłoni charakter apostoła i pozwoli zajrzeć do świata, którego Ewangelie prawie nie opisują. W popularnych tekstach pojawiają się więc objaśnienia wskazujące na serdeczność, odwagę lub wielkoduszność. Brzmią przekonująco, zwłaszcza gdy czyta się je w połączeniu z późniejszym patronatem świętego. Człowiek o wielkim sercu miałby stać się szczególnym orędownikiem tych, którzy zostali zepchnięci na granicę rozpaczy. Jest to piękne skojarzenie, ale nie można traktować go jak gotowego portretu psychologicznego.

Benedykt XVI zaznaczał, że pochodzenie przydomka pozostaje niepewne. Przywoływał możliwość związku z aramejskim określeniem piersi, odczytywanym w kierunku wielkoduszności, oraz możliwość skrócenia greckiego imienia. Nie rozstrzygał sprawy jednym kategorycznym tłumaczeniem. Taki sposób mówienia jest cenny, ponieważ chroni przed wyprowadzaniem całej biografii z etymologii. Nawet gdy znaczenie dawnego imienia jest dobrze ustalone, nie dowodzi jeszcze, że jego nosiciel miał wszystkie cechy, które późniejsi czytelnicy z nim skojarzą.

Jedno pytanie podczas Ostatniej Wieczerzy

W czternastym rozdziale Ewangelii Jana rozmowa Jezusa z uczniami koncentruje się wokół Jego odejścia, więzi z Ojcem, obietnicy Ducha i przyszłości wspólnoty. Nie trzeba dopisywać do niej fikcyjnej scenerii, aby dostrzec napięcie. Jest ono obecne w samym tekście: uczniowie słuchają słów o rozstaniu, a zarazem o obecności, która ma trwać. Pojawia się obietnica objawienia, ale nie przybiera ona formy, jakiej czytelnik mógłby oczekiwać po publicznej działalności nauczyciela.

Wtedy Juda pyta: „Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?”. Ewangelista wyraźnie zaznacza, że chodzi o innego Judę niż Iskariota. Odpowiedź Jezusa kieruje rozmowę ku miłości, zachowywaniu Jego nauki i zamieszkaniu Ojca oraz Syna u człowieka. Nie jest zapowiedzią widowiska, które miałoby wszystkich jednocześnie przekonać. Dotyczy relacji, w której słuchanie prowadzi do życia zgodnego ze słowem.

Można zatrzymać się przy samym kształcie pytania. Juda nie prosi tutaj o rzecz, uzdrowienie ani szczególne miejsce w przyszłej wspólnocie. Pyta o zasięg objawienia, o różnicę między uczniami a światem. Nie wiemy, jakie wszystkie oczekiwania kryły się za jego słowami, dlatego przypisywanie mu w tym momencie ambicji politycznych czy pragnienia kariery wykraczałoby poza sam zapis. Wiemy natomiast, że dostrzegł problem: jeśli objawienie jest tak doniosłe, dlaczego nie ma być widoczne dla wszystkich w jednakowy sposób?

To pytanie pozostaje bliskie również czytelnikowi, który nie zajmuje się starożytnością. Dlaczego to, co dla jednej osoby stanowi źródło pewności, dla drugiej pozostaje zakryte? Dlaczego wiara nie usuwa wszystkich niejasności jednym doświadczeniem? Dlaczego bliskość Boga nie zawsze przychodzi w postaci wydarzenia łatwego do pokazania innym? Takie pytania są już naszą refleksją nad tekstem, a nie kolejnymi wypowiedziami apostoła. Wyrastają jednak z rzeczywistego napięcia obecnego w jego słowach.

Właśnie tutaj można ostrożnie dostrzec pomost ku późniejszej ikonografii. Człowiek pytający o objawienie będzie przedstawiany z obliczem Chrystusa. Nie znaczy to, że malarze otrzymali z Ewangelii instrukcję, aby dodać mu Mandylion. Geneza tego atrybutu prowadzi inną drogą, przez Edessę i tradycję Abgara. Zestawienie pytania z obrazem pozwala jednak odczytać ikonę głębiej. Ten, który pytał o możliwość poznania Jezusa, w późniejszej sztuce kieruje spojrzenie oglądającego właśnie ku Niemu.

Trzy postacie, których nie należy zbyt szybko łączyć

Gdy opuszczamy scenę Ostatniej Wieczerzy, pojawia się trudność, której nie da się uczciwie ominąć. W Nowym Testamencie spotykamy Judę należącego do Dwunastu, Judę wymienianego wśród krewnych Jezusa i autora listu przedstawiającego się jako brat Jakuba. W tradycji te identyfikacje bywały łączone. Nie wszystkie opracowania przyjmują jednak, że chodzi o jedną osobę. Różnica nie dotyczy pobocznego szczegółu. Od niej zależy, czy wiadomości o rodzinie Jezusa można bezpośrednio wpisać do biografii apostoła.

Wprowadzenie do Listu Judy w Biblii Tysiąclecia przedstawia tradycyjną identyfikację autora z Judą Tadeuszem, a zarazem sygnalizuje sprzeciw części biblistów. Komentarz Konferencji Episkopatu Stanów Zjednoczonych mocniej oddziela autora listu od członka Dwunastu i wiąże go z Judą należącym do rodziny Jezusa. Oba teksty powstają w katolickim środowisku. Już to wystarcza, aby zrezygnować z twierdzenia, że istnieje jedno, powszechnie przyjęte rozwiązanie wszystkich problemów identyfikacyjnych.

Ta ostrożność będzie szczególnie ważna, gdy na scenie pojawi się kolejny Tadeusz. Jeśli zbyt wcześnie uznamy podobne imiona za pewny dowód tożsamości, historia Mandylionu stanie się pozornie prosta. Jeśli zachowamy cierpliwość, zobaczymy coś ciekawszego: proces, w którym różne wspomnienia spotykają się w jednym przedstawieniu.

Krótki list o wierze wystawionej na próbę

List Judy można przeczytać szybko, ale trudno przejść przez niego obojętnie. Zawiera zaledwie dwadzieścia pięć wersetów, a jego ton bywa surowy. Autor ostrzega przed ludźmi wypaczającymi wiarę, wykorzystującymi język łaski do usprawiedliwiania zła i niszczącymi wspólnotę od środka. Nie pisze obszernego traktatu. Reaguje na zagrożenie i próbuje obudzić czujność adresatów. Lektura przypomina wejście w sam środek sporu, którego wszystkich okoliczności już nie znamy.

Pod koniec pojawiają się jednak wezwania do modlitwy w Duchu Świętym, trwania w Bożej miłości i miłosierdzia wobec ludzi przeżywających wątpliwości. Zakończenie kieruje uwagę ku Bogu, który potrafi ustrzec człowieka przed upadkiem. To zestawienie jest ważne: obrona wiary nie wyczerpuje się w stanowczości wobec błędu. W samym tekście znajduje się również troska o zagubionych. Czytelnik, który zapamięta wyłącznie ostre obrazy, ominie istotną część przesłania.

W kontekście Judy Tadeusza można odczytać ten list jako przypomnienie, że nadzieja nie musi oznaczać łagodnego pomijania trudności. Bywa związana z koniecznością rozpoznania zła, nazwania kryzysu i zachowania odpowiedzialności za innych. Jest to refleksja nad przesłaniem pisma, a nie dowód, że jego autor przewidywał późniejszy patronat w sprawach beznadziejnych. Nie mamy podstaw, by wyprowadzać historię tego patronatu bezpośrednio z jednego zdania listu. Możemy natomiast dostrzec duchową zbieżność między troską o zagrożoną wspólnotę a modlitwą człowieka, któremu brakuje oparcia.

Czytanie listu wraz z pytaniem z Wieczernika daje podwójną perspektywę. Najpierw pojawia się pragnienie zrozumienia sposobu, w jaki Chrystus objawia siebie. Potem troska, aby otrzymana wiara nie została zniekształcona. Oba motywy okażą się potrzebne przy Mandylionie: obrazie, który miał przybliżać twarz Jezusa, ale którego historię trzeba opowiadać bez zamieniania każdej późniejszej wersji w wiadomość pochodzącą z czasów apostolskich.

Gdy świadectwo urywa się przed końcem życia

Każda biografia domaga się ciągu dalszego. Skoro Juda należał do grona uczniów, chcielibyśmy wiedzieć, dokąd poszedł po Zmartwychwstaniu, kogo spotkał i jak zakończyło się jego życie. Tradycje wskazują różne obszary działalności, między innymi Syrię, Mezopotamię i Persję. Część z nich łączy go ze św. Szymonem, zarówno w przepowiadaniu, jak i w męczeństwie. Nie otrzymujemy jednak zgodnej, szczegółowej relacji, którą można byłoby bez wahania zamienić w mapę podróży.

Rozbieżności obejmują także miejsce i okoliczności śmierci. Zachodnie oraz wschodnie żywoty nie układają się w jeden kalendarz wydarzeń. Prawosławny przekaz prezentowany przez Orthodox Church in America wiąże Judę z męczeństwem w okolicach Araratu, podczas gdy inne tradycje wskazują Persję albo Liban. Są to świadectwa różnych nurtów pamięci religijnej. Nie należy wybierać z nich najbardziej dramatycznego wariantu i przedstawiać go jako rozwiązania potwierdzonego przez wszystkie źródła.

W rzymskim kalendarzu liturgicznym święto Szymona i Judy Tadeusza przypada 28 października. Wspólne wspomnienie zachowuje tradycję ich więzi misyjnej. Oficjalny materiał watykański wskazuje również miejsce czci ich relikwii w Bazylice św. Piotra, pod ołtarzem św. Józefa w lewym transepcie. Informacja o miejscu kultu jest czymś innym niż szczegółowa rekonstrukcja ostatnich godzin życia. Można ją podać jasno, nie udając, że rozwiązuje wszystkie wcześniejsze niepewności.

Dalsza droga nie poprowadzi więc po śladach, które da się kolejno przypisać apostołowi. Przeniesie nas do tradycji innego miasta i innego zespołu tekstów. Dopiero tam, w opowieści o królu oczekującym pomocy, zacznie się wyjaśniać zagadka wizerunku trzymanego przez świętego. Trzeba tylko pamiętać, że wchodzimy teraz w historię przekazu o Edessie, a nie w kolejny bezsporny rozdział życia Judy.

Dwie spracowane dłonie zamiast królewskiego zagrożenia

Zanim przejdziemy do króla Edessy, warto zatrzymać się przy innym władcy i innym spotkaniu zachowanym w dawnym przekazie. Euzebiusz w trzeciej księdze Historii kościelnej przytacza za Hegezypem opowieść o wnukach Judy, określonego jako krewny Jezusa. Mieli zostać doprowadzeni przed cesarza Domicjana ze względu na pochodzenie z rodu Dawida. Władca pytał o majątek i o królestwo Chrystusa. W odpowiedzi pokazali ręce noszące ślady pracy oraz wyjaśnili, że nie mówią o ziemskim panowaniu. Według przekazu cesarz uznał ich za niegroźnych i pozwolił odejść.

To sugestywna scena, ale jej siła nie zwalnia z ostrożności. Dotyczy potomków Judy nazywanego krewnym Jezusa. Nie rozstrzyga, czy był on tą samą osobą co apostoł Juda Tadeusz. Nie daje więc podstaw, aby bez zastrzeżeń dopisywać do jego biografii małżeństwo, dzieci i wnuki. Możemy natomiast powiedzieć, że starożytna pamięć o rodzinie Jezusa zachowała taki obraz spotkania z władzą.

W samej konstrukcji opowieści zderzają się dwa sposoby rozumienia królestwa. Cesarz podejrzewa możliwość rywalizacji. Ludzie, których przed nim stawiają, wskazują na rzeczywistość niewpisującą się w jego obawę. Spracowane ręce stają się odpowiedzią na wyobrażenie ukrytej potęgi. Nie trzeba dodawać żadnego gestu ponad to, co podaje tekst, aby odczuć wymowę sceny.

Ten epizod przygotowuje również pewien kontrast z Abgarem, choć obie historie pochodzą z odrębnych kontekstów. Jeden władca w przekazie obawia się więzi ludzi z Chrystusem, drugi szuka u Chrystusa pomocy. W pierwszej opowieści pada pytanie o rodzaj królowania, w drugiej pojawia się granica ziemskiej władzy wobec choroby. Zestawienie nie dowodzi wspólnego pochodzenia tych narracji. Pozwala jednak dostrzec, jak dawni autorzy opowiadali o zetknięciu ludzkiego znaczenia z Ewangelią. Na tej granicy rozpoczyna się teraz historia chorego króla.

Król, który nie mógł rozkazać własnemu cierpieniu

Artystyczna interpretacja legendy o Abgarze i Mandylionie

Opowieść o Abgarze zaczyna się od bezradności. Jej bohater jest władcą Edessy, a jednak jego pozycja nie wystarcza, aby usunąć chorobę. Docierają do niego wiadomości o Jezusie i dokonywanych przez Niego uzdrowieniach. Król zwraca się więc z prośbą o przybycie. Ten układ wydarzeń znamy z tradycji przekazanej przez Euzebiusza z Cezarei w pierwszej księdze Historii kościelnej. Autor przytacza korespondencję przypisywaną Abgarowi i Jezusowi oraz dalszą opowieść o posłaniu ucznia. Nie jest to fragment Ewangelii ani zachowany dokument, którego autentyczność można uznać za bezsporną.

Warto jednak przeczytać go najpierw jako opowieść, zanim przejdziemy do pytań o jej powstanie. Władca, zwykle wydający polecenia, musi poprosić. Odległość między nim a Jezusem nie jest tylko odległością do pokonania przez posłańca. Oznacza również brak bezpośredniego spotkania. Abgar słyszy o kimś, kogo nie widział, i na podstawie tego świadectwa wiąże z Nim nadzieję. Narracyjne napięcie rodzi się z oczekiwania: czy prośba dotrze do adresata i czy zostanie podjęta?

W przekazie przytoczonym przez Euzebiusza Jezus nie przybywa osobiście. Odpowiedź zawiera zapowiedź wysłania ucznia po wypełnieniu Jego misji. Później Tomasz posyła Tadeusza, zaliczonego tutaj do siedemdziesięciu uczniów. To on przybywa do Abgara, uzdrawia go i głosi naukę. Zwraca uwagę odmowa przyjęcia proponowanego wynagrodzenia. Pomoc nie zostaje przedstawiona jako usługa, której cenę król może ustalić według własnych możliwości.

Na tym etapie trzeba zauważyć coś, co łatwo przeoczyć, jeśli zna się już późniejsze obrazy. W opowieści Euzebiusza nie ma jeszcze rozwiniętej historii cudownie odbitego oblicza na chuście. Jest list, obietnica, wysłannik i uzdrowienie. Czytelnik oczekujący Mandylionu musi więc poczekać. Ten brak nie jest drobiazgiem. Pozwala uchwycić moment, w którym dzieje królewskiej prośby i dzieje świętego wizerunku nie są jeszcze połączone w formie znanej z późniejszej sztuki.

Gdy nieobecny obraz zaczyna się pojawiać

W syryjskiej Nauce Addaja pojawia się portret Chrystusa wykonany przez królewskiego wysłannika. Obraz zostaje namalowany i przywieziony do Edessy. Jest to istotna zmiana wobec wersji Euzebiusza: pragnienie spotkania otrzymuje widzialny znak. Nadal jednak nie jest to dokładnie taka sama historia jak późniejsza legenda o chuście, na której sam Jezus cudownie pozostawia twarz. Rozróżnienie między portretem wykonanym przez człowieka a wizerunkiem nieuczynionym ludzką ręką stanowi jedną z osi rozwoju tej tradycji.

Opracowania poświęcone Nauce Addaja umieszczają jej powstanie około przełomu IV i V wieku. Tekst opowiada o czasach apostolskich, ale nie powstał wtedy, gdy rozgrywają się przedstawiane wydarzenia. To różnica między czasem opowieści a czasem jej zapisu. W badaniu tradycji oba porządki trzeba zachować osobno. Gdy autor opisuje odległy początek wspólnoty, przekazuje także to, co jego własna epoka uważała za ważne dla zrozumienia tego początku.

Sam pomysł portretu jest łatwy do pojęcia nawet bez znajomości starożytnych realiów. Człowiek, który nie może spotkać drugiego, pragnie przynajmniej zobaczyć jego twarz. Obraz nie usuwa odległości, ale nadaje jej inny charakter. Umożliwia skupienie uwagi na osobie, która wcześniej była jedynie imieniem i zasłyszaną wiadomością. W historii Abgara ta zwyczajna ludzka potrzeba staje się częścią opowieści o wierze.

Właśnie dlatego przejście do cudownego wizerunku okaże się tak doniosłe. Jeżeli twarz przedstawia malarz, obraz zależy od jego spojrzenia i umiejętności. Jeżeli Chrystus sam pozostawia swoje oblicze, inicjatywa w narracji należy do Niego. Późniejsza tradycja przenosi więc ciężar z ludzkiego wysiłku odwzorowania na dar. Aby zrozumieć sens tej zmiany, trzeba zobaczyć, jak opisuje ją jeden z najważniejszych obrońców chrześcijańskich obrazów.

Malarz, którego umiejętność przestaje wystarczać

Jan Damasceński w Wykładzie wiary prawdziwej przytacza opowieść o Abgarze wysyłającym malarza, aby sporządził podobiznę Jezusa. Według tej wersji artysta nie potrafi wykonać zadania z powodu blasku oblicza. Wówczas sam Chrystus przykłada tkaninę do twarzy i pozostawia na niej swój wizerunek, który zostaje przekazany królowi. Autor przywołuje tę historię w rozdziale poświęconym obrazom, a więc w określonym kontekście teologicznym. Nie pisze protokołu oględzin przedmiotu, lecz broni miejsca przedstawień w życiu chrześcijańskim.

W opowieści pojawia się wyraźny zwrot. Zadanie wydaje się możliwe: wysłać człowieka zdolnego namalować twarz. Potem okazuje się niewykonalne. Dopiero gest Jezusa zmienia sytuację. Nie ma potrzeby dopisywać rozpaczy malarza ani szczegółowego opisu jego warsztatu. Sam układ wydarzeń wystarcza, aby pokazać granicę ludzkiego działania. To, czego nie można osiągnąć własną sprawnością, zostaje otrzymane.

Można odczytać ten motyw jako teologiczną wypowiedź o objawieniu. Człowiek nie dysponuje Bogiem jak modelem, którego da się zatrzymać i dowolnie opisać. Rozpoznanie zależy od tego, że Bóg sam daje się poznać. Taka interpretacja nie dowodzi historyczności sceny z tkaniną. Pomaga natomiast zrozumieć, dlaczego opowieść była ważna dla ludzi broniących ikon. Wyrażała przekonanie, że możliwość ukazywania Chrystusa ma źródło w Jego przyjściu do ludzi, a nie wyłącznie w wyobraźni artystów.

Warto także zauważyć rolę zwyczajnego materiału. Tkanina jest rzeczą codzienną, a w narracji staje się nośnikiem niezwykłego znaku. Nie trzeba przypisywać każdej jej fałdzie oddzielnego, tajemnego znaczenia. Najważniejsza przemiana dotyczy relacji między widzialnym a niewidzialnym: oblicze może zostać ukazane, ponieważ Chrystus rzeczywiście przyjął ludzką postać. Później do tego przekonania powróci nauczanie Kościoła o obrazach, choć nie będzie wymagało od wiernych przyjęcia każdej wersji legendy o Edessie.

Tymczasem pozostaje pytanie, kto zaniósł wizerunek. Czy był to malarz, inny wysłannik, Tadeusz, czy postacie występujące kolejno? Odpowiedź zależy od tekstu i przedstawienia. Właśnie tutaj historia, która zdawała się już nabierać wyraźnego kształtu, ponownie rozchodzi się na kilka dróg.

Tadeusz z Edessy i Juda z grona Dwunastu

Euzebiusz nie pozostawia czytelnika bez wskazówki: jego Tadeusz należy do szerszego grona uczniów. Także prawosławny kalendarz Orthodox Church in America odróżnia Tadeusza wspominanego 21 sierpnia od Judy należącego do Dwunastu, wspominanego 19 czerwca. Strona poświęcona Tadeuszowi zaznacza to wprost. Nie oznacza to, że wszystkie tradycje zawsze zachowywały identyczny podział, ale pokazuje, że utożsamianie postaci nie jest jedynym sposobem ich rozumienia w chrześcijaństwie.

Szersze grono uczniów ma odniesienie biblijne. Łukasz opisuje posłanie siedemdziesięciu lub siedemdziesięciu dwóch, zależnie od tradycji rękopiśmiennej. Tekst nie podaje kompletnego imiennego wykazu tych osób. Dlatego późniejsze przyporządkowanie Tadeusza do tego grona należy do tradycji, nie do listy zamieszczonej przez ewangelistę. To rozróżnienie porządkuje również użycie słowa apostoł: w dawnym piśmiennictwie określenie posłańca Chrystusa nie zawsze oznacza wyłącznie jednego z Dwunastu.

Nie trzeba z tego powodu traktować wizerunku Judy z Mandylionem jako pomyłki, którą należy usunąć. Ikonografia ma własną historię. Może dokumentować utrwalone połączenie tradycji nawet wtedy, gdy współczesny badacz nie potrafi potwierdzić wspólnej biografii ich bohaterów. Rzeczywistość artystyczna i pytanie o wydarzenia pierwszego wieku wymagają innych rodzajów dowodu. Dzieło może być autentycznym świadectwem późniejszego kultu, choć nie stanowi świadectwa naocznego o czasach Jezusa.

To właśnie sprawia, że zagadka zaczyna się otwierać. Nie szukamy już jednego zdania, które raz na zawsze rozstrzygnie wszystkie imiona. Szukamy drogi, na której historia Edessy weszła do pamięci o Judzie Tadeuszu. Kolejny ślad prowadzi do zachodniego zbioru żywotów, który oddziaływał na wyobraźnię czytelników i twórców.

Jak opowieść znalazła miejsce w żywocie Szymona i Judy

Uniwersytecki katalog Utpictura18, omawiając przedstawienie historii Abgara z klasztoru na Synaju, wskazuje na Złotą legendę Jakuba de Voragine jako ważną drogę rozpowszechniania opowieści na Zachodzie. Historia została włączona do żywotu apostołów Szymona i Judy. Nie jest to informacja, że autor średniowieczny odkrył dokument rozstrzygający tożsamość wszystkich Tadeuszów. Jest to świadectwo sposobu, w jaki opowieści zostały zebrane i przekazane kolejnym odbiorcom.

W kulturze obrazu taki związek ma duże znaczenie. Jeśli czytelnik spotyka Abgara, wizerunek Chrystusa i Judę w obrębie jednego żywotu, zaczyna odczytywać je jako części wspólnej historii. Artysta może później wyrazić to skojarzenie jednym przedmiotem w dłoni świętego. To, co w książce wymaga kilku scen, na obrazie mieści się w obliczu umieszczonym przy piersi. Właśnie na tym polega siła atrybutu: przywołuje większą opowieść, nie pokazując jej w całości.

Dobrze widać ten mechanizm w polskim opracowaniu konkretnego dzieła. Paulina Kluz w projekcie Sakralne Dziedzictwo Małopolski Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II objaśnia wizerunek Chrystusa jako atrybut Judy Tadeusza przez legendę o uzdrowieniu Abgara za pomocą Mandylionu. Omawiany obraz wiąże z ołtarzem powstałym przed 1748 rokiem i prawdopodobnym autorstwem Piotra Korneckiego. To już nie ogólna możliwość interpretacji, ale opis zabytku osadzonego w określonej tradycji artystycznej.

Dla dzisiejszego odbiorcy wynika stąd praktyczna wskazówka. Pytając, dlaczego Juda trzyma twarz Jezusa, warto sięgnąć do historii Abgara. Pytając, czy Juda z grona Dwunastu na pewno osobiście zaniósł chustę królowi, trzeba zachować ostrożność. Oba pytania są zasadne, ale nie mają identycznej odpowiedzi. Pierwsze dotyczy znaczenia obrazu, drugie ustalenia wydarzenia. Pomieszanie tych poziomów prowadzi albo do zbyt łatwowiernej biografii, albo do niesprawiedliwego odrzucenia całej tradycji ikonograficznej.

Miasto, które powierzyło swoją pamięć obliczu

W późniejszych przekazach Mandylion przestaje być wyłącznie znakiem związanym z osobistym cierpieniem Abgara. Staje się również przedmiotem czci całej Edessy. Ewagriusz, autor z VI wieku, wiąże cudowny wizerunek z opowieścią o ocaleniu miasta podczas perskiego oblężenia w 544 roku. Artykuł Grażyny Kobrzenieckiej-Sikorskiej podkreśla znaczenie tego świadectwa dla dziejów tradycji o obrazie nieuczynionym ludzką ręką. W tym ujęciu nadzieja jednostki rozszerza się na doświadczenie zagrożonej wspólnoty.

Późniejsze opowieści mówią także o ukryciu wizerunku w niszy, jego ponownym odnalezieniu i odbiciu na płytce ceramicznej, określanym jako keramion. Prawosławne materiały liturgiczne zachowują te motywy jako element tradycji. Należy tak je właśnie przedstawiać, bez zamieniania szczegółów legendy w wyniki badań archeologicznych. Ich znaczenie polega między innymi na pokazaniu ciągłości opieki, nawet gdy ludzie tracą pamięć o powierzonym im znaku.

W interpretacji literackiej ukryty obraz tworzy szczególny rodzaj napięcia. Coś, co miało być widoczne, znika z pola widzenia. Przedmiot pozostaje obecny w opowieści, ale wspólnota nie może się do niego zwrócić, dopóki nie zostanie odnaleziony. Taki motyw łatwo łączy się z ludzkim doświadczeniem zapomnienia i odzyskania. Nie jest to dodatkowe potwierdzenie cudu. Jest to sposób zrozumienia, dlaczego właśnie ta forma historii mogła silnie oddziaływać na wyobraźnię.

Edessa wnosi więc do historii Mandylionu kolejną skalę. Najpierw widzieliśmy chorego człowieka, potem wysłannika, potem obraz, a teraz miasto. Kolejny etap przeniesie ten znak jeszcze dalej, do stolicy cesarstwa. Wtedy jego dzieje staną się również historią prestiżu, pamięci publicznej i liturgicznego święta.

Rok 944: wizerunek opuszcza Edessę

W 944 roku czczony w Edessie wizerunek został przeniesiony do Konstantynopola. W przeciwieństwie do pytania o sposób jego powstania jest to wydarzenie osadzone w historycznych dziejach kultu. Trzeba jednak od razu zachować właściwą miarę wniosku. Potwierdzona historia przeniesienia przedmiotu nie dowodzi automatycznie wszystkich opowieści o jego wcześniejszych losach. Mówi, że w określonym czasie istniał otaczany czcią obiekt i że jego przybycie do stolicy uznano za wydarzenie o szczególnym znaczeniu.

Opracowanie Nathana J. Hardy'ego w naukowym katalogu NASSCAL przedstawia strukturę Opowieści o wizerunku z Edessy. Jej ostatnia część opisuje pozyskanie relikwii za sprawą Romana Lekapena, sprzeciw mieszkańców wobec jej wywiezienia i uroczyste przyjęcie w Konstantynopolu. Narracja łączy ten proces z cudami oraz z dynastią cesarską. Wizerunek przybywa do miasta 15 sierpnia, a następnego dnia jest niesiony w procesji. Pamięć przeniesienia wiąże się ze świętem obchodzonym 16 sierpnia.

Napięcie tej opowieści różni się od napięcia królewskiej prośby. Wcześniej chodziło o dotarcie pomocy do osoby odległej od Jezusa. Teraz chodzi o utratę i przejęcie cennego znaku. Dla jednej wspólnoty jego wyjazd oznacza rozstanie; dla drugiej przybycie staje się powodem świętowania. Sam ten układ pozwala zrozumieć, dlaczego relikwia mogła mieć zarazem znaczenie religijne i publiczne. Przedmiot czczony przez miasto wchodził w jego opowieść o własnej przeszłości, bezpieczeństwie i miejscu w świecie.

W dziejach Judy Tadeusza jest to moment pozornie odległy. Apostoł żył wiele stuleci wcześniej. A jednak właśnie rozbudowywanie opowieści o wizerunku przygotowuje język, którym później będzie mówiła jego ikonografia. Chusta staje się znakiem rozpoznawalnym, nasyconym pamięcią i znaczeniem. Gdy trafi do dłoni świętego, odbiorca zobaczy w niej więcej niż kawałek materiału z twarzą.

Święto, które zatrzymuje wydarzenie w kalendarzu

Data w kronice mówi, kiedy coś się wydarzyło. Data w kalendarzu liturgicznym sprawia, że wspólnota do wydarzenia powraca. W tradycji prawosławnej 16 sierpnia upamiętnia przeniesienie wizerunku nieuczynionego ludzką ręką z Edessy do Konstantynopola. Materiały kościelne zachowują przy tej okazji także opowieść o Abgarze. W ten sposób dawna historia nie pozostaje wyłącznie tematem dla badacza. Jest odczytywana i wspominana w rytmie życia religijnego.

Dla czytelnika wychowanego w tradycji łacińskiej może to być ważne odkrycie. Święto Judy Tadeusza 28 października i sierpniowe święto Mandylionu należą do różnych porządków pamięci. Nie należy ich utożsamiać. Pierwsze koncentruje uwagę na apostole i jego wspólnym wspomnieniu z Szymonem; drugie na wizerunku Chrystusa i wydarzeniu z dziejów jego kultu. Ikona Judy z obliczem Chrystusa może łączyć wizualnie to, co kalendarz zachowuje w osobnych miejscach.

Synaj: gdy opowieść staje się kompozycją

W zbiorach klasztoru św. Katarzyny na Synaju znajduje się przedstawienie historii Abgara datowane na X wiek. Katalog klasztorny wskazuje Tadeusza w górnej części po lewej stronie oraz króla z Mandylionem po prawej. Opis uniwersytecki rozpoznaje także posłańca Ananiasza przekazującego wizerunek. Zachowane części łączono z dawnym tryptykiem. Nie jest to zatem prosty portret świętego z jednym atrybutem, ale obraz, który rozdziela role i pozwala oglądać fragment opowieści.

Dla uważnego odbiorcy ta kompozycja jest lekcją. W codziennym skrócie mówimy czasem, że Tadeusz przyniósł obraz Abgarowi, a tymczasem konkretne dzieło może pokazywać osobno Tadeusza i posłańca. Artysta nie musiał przedstawiać każdej sceny według tego samego wariantu, który dziś znamy z popularnego żywotu. Warto więc zacząć od pytania, co rzeczywiście widać i co identyfikuje katalog, zamiast narzucać obrazowi gotowy tekst.

Klasztorny opis zwraca uwagę na jeszcze jeden szczegół: twarz Abgara nawiązuje do portretu cesarza Konstantyna VII Porfirogenety. Taka informacja pokazuje, jak pamięć o dawnym królu mogła spotkać się z obrazowaniem współczesnej artyście władzy. Nie znaczy to, że Abgar i cesarz zostali uznani za tę samą osobę. Chodzi o sposób nadawania postaci widzialnego kształtu i znaczenia dla odbiorców określonej epoki.

Ta sama zasada przyda się przy ikonie Judy Tadeusza we współczesnym domu. Jej twarz, szata i gest należą do języka przedstawienia. Nie muszą być rekonstrukcją wyglądu apostoła. Mają rozpoznawalnie wskazywać osobę i prowadzić ku temu, o czym jej obecność przypomina. Pytanie o prawdę obrazu jest więc szersze niż pytanie o podobieństwo do nieistniejącej fotografii.

Mandylion otwarty jak księga

Współczesna ilustracja Mandylionu inspirowana tradycją ikonograficzną.

Kolejny etap tej historii można zobaczyć w Metropolitan Museum of Art. Muzeum przechowuje tryptyk z Mandylionem z 1637 roku, związany z warsztatami kremlowskimi w Moskwie. Na skrzydłach znajdują się sceny opowiadające dzieje wizerunku. Centralny obraz zostaje otoczony narracją, która prowadzi od jego powstania do roli przypisywanej mu w historii wspólnot i władzy. Sam obiekt łączy malarstwo z bogatą oprawą wykonaną z różnych materiałów.

To dzieło pozwala dostrzec dwa sposoby oglądania. Pierwszy zatrzymuje się na centrum, na obliczu Chrystusa. Drugi wędruje po kolejnych scenach, odczytując wydarzenia. Jedno spojrzenie skupia, drugie rozwija opowieść. Nie trzeba wybierać między nimi. Razem pokazują, jak pojedynczy wizerunek może stać się osią całego cyklu. Dla człowieka znającego historię niewielka scena uruchamia pamięć większego fragmentu tekstu; dla pozostałych może stać się początkiem pytania.

Muzealny opis tryptyku wskazuje również na wariant legendy łączący odbicie oblicza z drogą ku męce. To kolejny sygnał, że tradycja nie ma jednego niezmiennego scenariusza. Opracowanie NASSCAL odnotowuje zresztą w Opowieści o wizerunku z Edessy także wersję związaną z modlitwą w Getsemani. Nie należy scalać tych wariantów w jedno zdarzenie, które rzekomo wszystkie teksty opisują jednakowo. Lepiej zauważyć, jak różne akcenty przybliżają obraz do różnych aspektów pamięci o Jezusie.

Tryptyk pomaga także zrozumieć rolę małego wizerunku na piersi Judy. Oblicze, które w jednym dziele otacza wiele scen, w innym pozostaje samotnym atrybutem. Nie traci przez to całego zaplecza. Można powiedzieć, że duża opowieść zostaje zwinięta do jednego znaku. Aby ją ponownie rozwinąć, potrzebne są teksty, porównania i uważne spojrzenie.

Co widzi człowiek stojący przed Mandylionem

Opis ikony w Muzeum Narodowym w Warszawie prowadzi spojrzenie po konkretnych elementach: twarz Chrystusa znajduje się na białej tkaninie podtrzymywanej przez aniołów, głowę otacza nimb krzyżowy, a obok pojawia się monogram IC XC. Katalog wiąże formę dzieła z możliwym szesnastowiecznym warsztatem moskiewskim, zaznaczając zarazem późniejsze odnowienia. Już sam sposób opisu pokazuje, że muzealna identyfikacja potrafi łączyć precyzję z ostrożnością.

W takim przedstawieniu uwaga nie rozprasza się na rozbudowaną akcję. Brakuje tłumu, krajobrazu i kolejnych zdarzeń. Odbiorca zostaje postawiony wobec twarzy. Można to odczytać jako zaproszenie do zmiany tempa patrzenia: od poszukiwania następnego elementu do pozostania przy jednym. Jest to interpretacja doświadczenia obrazu, nie twierdzenie, że każda osoba musi zareagować w identyczny sposób. Dla jednego będzie to chwila modlitwy, dla drugiego spotkanie z dawnym językiem sztuki.

Tkanina ma znaczenie dla rozpoznania typu przedstawienia. Nie jest neutralnym tłem takim jak ściana czy niebo. Wskazuje na opowieść o odbiciu i przeniesieniu wizerunku. Nimb oraz zapisane litery pomagają z kolei określić, kogo ukazuje obraz. Dzieło nie pozostawia twarzy jako anonimowej podobizny. Wpisuje ją w chrześcijańskie wyznanie wiary. Przy opisie konkretnej ikony warto zatem zacząć od tych widocznych znaków, zanim przejdzie się do bardziej osobistych rozważań.

Chusta czy medalion przy piersi apostoła

W przedstawieniach Judy Tadeusza wizerunek Chrystusa może przyjmować różne formy. Czasem widoczna jest chusta, czasem okrągły obraz przypominający medalion. Artykuł diecezjalnego Opiekuna zwraca uwagę na oba rozwiązania, łącząc je z tradycją Abgara. Nie ma więc potrzeby nazywania każdego okrągłego przedmiotu dosłownie chustą. Można precyzyjnie opisać formę i dopiero potem wyjaśnić, do jakiej historii nawiązuje.

Różnica między słowami Mandylion i medalion jest szczególnie łatwa do przeoczenia. Ich brzmienie bywa podobne, ale oznaczają co innego. Mandylion odnosi się do tradycji wizerunku Chrystusa na tkaninie i do jego ikonograficznych przedstawień. Medalion opisuje między innymi okrągłą formę, w której można umieścić podobiznę. Obraz Judy może zatem ukazywać medalion z obliczem Jezusa nawiązujący do Mandylionu. Takie zdanie nie odbiera przedstawieniu sensu, lecz pozwala uniknąć terminologicznego skrótu.

Warto przy tym zwrócić uwagę na relację dwóch twarzy. Oglądamy świętego, ale jego atrybut kieruje nas ku Chrystusowi. Można odczytać ten układ jako opowieść o świadku, który nie zatrzymuje całej uwagi na sobie. Nie jest to stwierdzenie dotyczące wszystkich intencji każdego malarza. Jest to uzasadniona interpretacja kompozycji: wizerunek apostoła zawiera drugi obraz, a ten drugi wskazuje na centrum jego wiary.

Współczesne przedstawienie można obejrzeć na stronie ikony św. Judy Tadeusza. Warto porównać je z samodzielnym wizerunkiem Mandylionu, aby zobaczyć różnicę między obrazem apostoła a ikoną skupioną na obliczu Chrystusa. Oba motywy mogą prowadzić do wspólnej opowieści, ale każdy porządkuje uwagę inaczej.

Dlaczego chrześcijaństwo w ogóle przedstawia twarz Boga

Pod historią o chuście znajduje się pytanie większe niż dzieje jednego przedmiotu. Jak można przedstawiać Boga, skoro nie da się Go objąć ludzkim spojrzeniem? Chrześcijańska odpowiedź prowadzi do Wcielenia. Prolog Ewangelii Jana mówi o Słowie, które stało się ciałem i zamieszkało między ludźmi. Nie opisuje powstania Mandylionu. Ustanawia jednak podstawową perspektywę: Syn Boży wszedł w ludzką historię, a Jego obecność nie była jedynie pozorem człowieczeństwa.

Katechizm Kościoła Katolickiego w punktach 1159 i 1160 wiąże możliwość przedstawiania Chrystusa z tym właśnie przekonaniem. Obraz i słowo mają wskazywać na tę samą Ewangelię. Ikonografia nie powinna tworzyć odrębnego objawienia, konkurującego z Pismem Świętym. Jej miejsce jest wewnątrz pamięci o rzeczywistym przyjściu Jezusa. Dlatego pytanie o oblicze dotyczy ostatecznie osoby, a nie wyłącznie techniki sporządzenia podobizny.

Można teraz lepiej zrozumieć, dlaczego opowieść o wizerunku pozostawionym przez samego Chrystusa była tak sugestywna. W jej języku to On sam odpowiada na ludzkie pragnienie zobaczenia. Nie oznacza to, że każdy chrześcijanin musi uznać legendę za zapis wydarzenia. Oznacza, że jej konstrukcja wyraża przekonanie religijne, które można omówić niezależnie od oceny szczegółów historycznych. Wcielenie należy do wyznania wiary; scenariusz przekazania chusty Abgarowi należy do określonej tradycji opowiadania.

Na ikonie Judy Tadeusza sens ten zostaje pokazany przez prosty układ. Apostoł trzyma obraz kogoś, kogo głosi. Jego własna postać i twarz Chrystusa nie rywalizują ze sobą. W proponowanym odczytaniu tworzą relację świadka i Tego, o którym świadek mówi. Dzięki temu atrybut nie jest wyłącznie znakiem rozpoznawczym dla znawcy sztuki. Może stać się krótką wypowiedzią o tym, ku komu kieruje się apostolska misja.

Cześć dla obrazu i granica, której nie wolno zgubić

W 787 roku Sobór Nicejski II bronił czci świętych obrazów. Katechizm przywołuje to nauczanie w punktach 2131 i 2132, rozróżniając szacunek okazywany wizerunkowi od uwielbienia należnego samemu Bogu. Cześć odnosi się do osoby przedstawionej, a nie zatrzymuje na materiale jako samodzielnym źródle boskiej mocy. To podstawowe rozróżnienie pozwala właściwie mówić zarówno o Mandylionie, jak i o ikonie Judy Tadeusza.

Nie chodzi o odebranie znaczenia gestom. Zapalenie świecy, zatrzymanie spojrzenia czy modlitwa przed ikoną mogą być sposobami wyrażenia wiary. Ich sens zależy jednak od tego, do kogo są skierowane. Przedmiot ma pomagać pamiętać i zwracać się ku osobie. Gdy przypisuje mu się niezależną, automatycznie działającą siłę, zmienia się charakter całej relacji. Obraz zaczyna być traktowany jak narzędzie kontroli nad losem.

Katechizm w punkcie 2111 przestrzega właśnie przed przypisywaniem skuteczności religijnym praktykom na sposób magiczny, wyłącznie przez ich zewnętrzne wykonanie. To ważne również przy patronie spraw trudnych. Nie ma podstaw, aby obiecywać, że określona liczba powtórzeń modlitwy, wysłanych wiadomości albo posiadanych przedmiotów wymusi oczekiwany wynik. Takie zapewnienie mogłoby szczególnie zranić osobę, która już znajduje się w kryzysie i rozpaczliwie szuka pewności.

Można natomiast zaproponować spokojniejsze rozumienie obecności ikony w domu. Widzialny znak przypomina o chwili modlitwy, o usłyszanym fragmencie Ewangelii, o człowieku powierzonym Bogu. Nie musi działać spektakularnie, aby mieć znaczenie. Czasem jego rola polega na zatrzymaniu uwagi, która bez tego rozproszyłaby się w pośpiechu. Jest to praktyczna możliwość, nie obietnica szczególnego przeżycia dla każdego.

Zaginiony przedmiot i historia, która nie urywa się wraz z nim

W pewnym momencie czytelnik chce zapytać o rzecz najbardziej konkretną: gdzie znajduje się dzisiaj Mandylion z Edessy? Czy można stanąć przed tym samym przedmiotem, który czczono w Konstantynopolu? Źródła i tradycje dotyczące późniejszych losów nie dają jednej bezspornej odpowiedzi. Materiały prawosławne przywołują różne wersje, między innymi opowieść o utracie podczas transportu morskiego oraz tradycję związaną z Genuą. Samo istnienie takich przekazów nie pozwala wybrać jednego z nich jako pewnego finału.

Warto też odróżniać Mandylion od innych czczonych wizerunków i tkanin. Chusta Weroniki, Całun Turyński oraz wizerunek z Manoppello mają własne tradycje i własne problemy badawcze. Wspólny temat oblicza Jezusa nie czyni ich automatycznie jednym obiektem. Podobnie słowo całun nie jest po prostu inną nazwą każdego przedstawienia Chrystusa na tkaninie. Łączenie tych tematów może być przedmiotem hipotez, ale hipoteza powinna pozostać nazwana hipotezą.

Przydatny wzór ostrożności daje wypowiedź Jana Pawła II w Turynie z 24 maja 1998 roku. Mówiąc o Całunie, papież oddzielił pytania badawcze od treści wiary i zachęcał do naukowego namysłu bez z góry przesądzonych wyników. Nie był to dokument rozstrzygający dzieje Mandylionu. Pokazuje jednak, że szacunek wobec przedmiotu religijnej czci może iść w parze z pozostawieniem otwartych pytań o jego pochodzenie.

Co więc pozostaje, gdy nie możemy wskazać pewnego miejsca przechowania dawnej tkaniny? Pozostają teksty, obrazy, święta i historia ich oddziaływania. To nie jest mało. Można badać drogę idei i form artystycznych nawet wtedy, gdy los pierwotnego przedmiotu jest niejasny. Dla ikony Judy Tadeusza kluczowe pozostaje to, że tradycja Edessy nadała sens obliczu trzymanemu przez apostoła. Ten związek nie znika wraz z luką w dziejach relikwii.

Płomień, księga i narzędzie męczeństwa

Mandylion nie jest jedynym znakiem spotykanym przy Judzie Tadeuszu. Sanktuarium w Faversham wymienia księgę lub zwój, płomień, palmę oraz narzędzia wiązane z męczeństwem, takie jak maczuga i topór. Księga odsyła do tradycyjnego przypisywania mu Listu Judy. Płomień przypomina dar Ducha Świętego w Pięćdziesiątnicę. Palma i narzędzia śmierci należą do języka męczeństwa. Poszczególne przedstawienia wybierają z tego zasobu różne elementy.

Oglądając obraz, warto więc zapytać, co znalazło się w centrum konkretnej kompozycji. Jeśli artysta mocno eksponuje twarz Chrystusa, kieruje uwagę na więź apostoła z Jego wizerunkiem i na tradycję Edessy. Jeśli wysuwa na pierwszy plan księgę, odbiorca łatwiej pomyśli o słowie i nauczaniu. Jeśli dominuje narzędzie męczeństwa, obraz przypomina cenę świadectwa. Nie jest to sztywna reguła odczytania każdej pracy, ale użyteczny sposób rozpoczęcia oglądania.

Przedmioty nie tworzą przy tym kompletnego protokołu wydarzeń. Obecność topora nie pozwala sama w sobie udowodnić dokładnego sposobu śmierci. Księga nie rozstrzyga sporu biblistów o autorstwo listu. Atrybut wskazuje, jak dana tradycja rozpoznawała i czciła świętego. Jego znaczenie jest realne, ale rodzaj przekazywanej informacji trzeba nazwać właściwie. To kolejny przykład sytuacji, w której historia sztuki i biografia spotykają się, nie stając się tym samym.

Wtedy ikona przestaje być jedynie ilustracją hasła patron spraw beznadziejnych. Pokazuje apostoła w szerszym kontekście: ucznia, świadka, człowieka pamiętanego przez Kościół. Patronat pozostaje ważny, ale otrzymuje oparcie w relacji z Chrystusem, ku któremu prowadzą wszystkie te znaki.

Jak narodziła się pamięć o patronie trudnych spraw

Dzisiejsza popularność Judy Tadeusza może sprawiać wrażenie, że jego patronat miał zawsze tę samą formę. Źródła nie pozwalają jednak wskazać jednego bezspornego momentu ustanowienia go orędownikiem spraw beznadziejnych. Opracowanie hagiograficzne publikowane w DEON zwraca uwagę na rozwój jego popularności w Austrii i Polsce od XVIII wieku. To wiadomość o nasileniu kultu, nie dowód, że wcześniej nikt się do niego nie modlił.

Artykuł opublikowany przez dominikańskie Rosary Shrine of Saint Jude przywołuje tradycje związane ze św. Brygidą Szwedzką oraz opowieść o pomijaniu Judy z powodu podobieństwa jego imienia do imienia Iskarioty. Jednocześnie przyznaje, że dokładny początek związku ze sprawami beznadziejnymi pozostaje niepewny. Takie zastrzeżenie warto zachować, nawet jeśli atrakcyjniejsza byłaby historia o świętym, do którego zwracano się dopiero po wyczerpaniu wszystkich innych możliwości.

Nie należy zatem budować patronatu na obrazie niebiańskiego podziału obowiązków, jakby jeden święty miał wyłączność na określoną kategorię problemów. Ludzie mogą wybierać konkretnego orędownika z powodu jego życiorysu, tradycji rodzinnej, miejsca kultu albo osobistej bliskości. W przypadku Judy ważne stało się przekonanie, że wolno zwrócić się ku Bogu także wtedy, gdy człowiek sam nie potrafi już znaleźć rozwiązania. To sens religijnego zwrotu ku nadziei, nie administracyjna granica działania świętego.

Słowo beznadziejny wymaga szczególnej delikatności. Może opisywać ocenę sytuacji przez człowieka, lecz nie powinno stawać się etykietą przypisaną osobie. Ktoś przeżywający porażkę nie jest beznadziejny. Człowiek czekający długo na zmianę nie staje się mniej wartościowy. W refleksji nad tym patronatem warto zachować właśnie tę różnicę: trudność może być skrajna, ale nie odbiera człowiekowi godności ani prawa do bycia wysłuchanym.

Dlatego sanktuarium w Faversham akcentuje określenie apostoł nadziei. W takim języku święty nie jest ostatnią deską ratunku rozumianą jako gwarancja konkretnego wyniku. Staje się towarzyszem modlitwy człowieka, który nie chce zamknąć swojej historii w jednym słowie: koniec. Można nie znać rozwiązania i nadal szukać pomocy, bliskości oraz siły do następnego kroku.

Wstawiennictwo: człowiek nie zostaje sam ze swoją prośbą

Katechizm w punktach 956 i 957 przedstawia świętych jako zjednoczonych z Chrystusem i wstawiających się za ludźmi. Ich bliskość nie tworzy konkurencji wobec Boga. Ma prowadzić głębiej w więź z Nim. W takim ujęciu prośba kierowana do Judy Tadeusza oznacza prośbę o modlitwę, o towarzyszenie przed Bogiem. Nie przypisuje świętemu niezależnej władzy, której można użyć poza wolą Chrystusa.

W punktach 2634 do 2636 Katechizm opisuje modlitwę wstawienniczą także jako wychodzenie poza własne potrzeby. Człowiek może przynieść przed Boga sprawę drugiej osoby, również tej, z którą jest mu trudno. W kontekście Judy Tadeusza to ważne poszerzenie. Patron spraw trudnych nie musi pojawiać się wyłącznie wtedy, gdy problem dotyczy nas samych. Jego wspomnienie może przypomnieć o kimś, komu brakuje głosu, sił albo wsparcia.

Z takiego odczytania wynika bardzo konkretna możliwość. Zatrzymując się przed ikoną, można przypomnieć sobie osobę, której dawno nie zapytano, jak sobie radzi. Modlitwa może towarzyszyć decyzji, aby zadzwonić, odwiedzić, wysłuchać albo zaoferować dostępną pomoc. Nie jest to obietnica rozwiązania wszystkich problemów. Jest to sposób, w jaki pamięć o świętym może prowadzić do działania zgodnego z troską o drugiego człowieka.

Podobnie w historii Abgara zasadnicze znaczenie ma posłanie. Prośba nie pozostaje jedynie odległym życzeniem; w opowieści pojawia się ktoś, kto przychodzi. Nie wolno traktować tej analogii jako historycznego dowodu na genezę współczesnych praktyk. Można jednak odczytać ją duchowo: nadzieja często przybiera postać obecności, słowa i czyjegoś czasu. Ikona staje się wtedy przypomnieniem, że wiara ma również wymiar relacji między ludźmi, a nie tylko samotnego oczekiwania na niezwykły znak.

Oblicze pośród innych obrazów

Mandylion może występować samodzielnie, ale jego znaczenie zmienia się także w zależności od miejsca, w którym zostaje umieszczony. Lwowskie Muzeum Historii Religii opisuje wizerunek ze Starej Skwarzawy jako część ikonostasu. Opracowanie historyka sztuki Romana Ziłynki pokazuje, że przedstawienie oblicza Chrystusa zajmowało różne miejsca w rozwoju ukraińskich ikonostasów. W omawianym dziele widoczna jest biała chusta podtrzymywana przez aniołów. Obraz należy więc do większej całości, w której sąsiedztwo innych przedstawień współtworzy sposób oglądania.

Warto również dać sobie czas na odmienność dawnego malarstwa. Twarz na ikonie nie musi działać tak jak współczesny portret. Jej forma może początkowo wydawać się surowa albo odległa. Zamiast od razu oceniać ją według oczekiwania fotograficznego realizmu, można przyjrzeć się temu, co porządkuje spojrzenie: frontalności, napisom, otoczeniu głowy i obecności chusty. Rozpoznanie tych elementów często otwiera drogę do spokojniejszego kontaktu z dziełem.

Poszukiwanie twarzy, które prowadzi dalej niż do relikwii

We wrześniu 2006 roku Benedykt XVI odwiedził sanktuarium Świętego Oblicza w Manoppello. W przemówieniu mówił o szukaniu twarzy Chrystusa jako pragnieniu chrześcijanina. Nie należy odczytywać tej wypowiedzi jako rozstrzygnięcia, że czczony tam przedmiot jest Mandylionem z Edessy. Jej znaczenie dla naszego tematu leży gdzie indziej: pokazuje duchowy kierunek zainteresowania obliczem, który nie wyczerpuje się w pytaniu o identyfikację tkaniny.

Juda Tadeusz pomaga wrócić do tego rozróżnienia. Jego pytanie dotyczyło objawienia Jezusa, a odpowiedź prowadziła ku miłości i zachowywaniu nauki. W tej perspektywie samo zobaczenie przedstawienia nie zamyka drogi. Może ją dopiero otwierać. Obraz stawia przed odbiorcą możliwość dalszego kroku: przeczytania słowa, namysłu nad własnym postępowaniem, zwrócenia uwagi na kogoś drugiego. Nie jest to warunek wywołania cudownego skutku, lecz propozycja spójnego przeżywania wiary.

Również zakończenie Ewangelii Jana, w scenie spotkania z Tomaszem, podejmuje napięcie między widzeniem a wiarą. Błogosławieństwo obejmuje tych, którzy wierzą, choć nie oglądali Jezusa tak jak pierwsi uczniowie. Ten fragment nie odrzuca znaczenia świadectwa ani obrazów. Przypomina, że osobista obecność w miejscu wydarzeń nie jest jedyną możliwą drogą do wiary. Dla kolejnych pokoleń ważne staje się przyjęcie przekazanego świadectwa.

W takim świetle Mandylion nie musi być traktowany jako rozwiązanie, które zastępuje wiarę bezpośrednim dowodem dostępnym do posiadania. Może być znakiem pragnienia spotkania, pamięci o Wcieleniu i otrzymanego świadectwa. Juda trzymający oblicze nie kończy wszystkich pytań. Raczej ustawia je w odpowiednim kierunku: ku Chrystusowi, którego nie można sprowadzić do przedmiotu, nawet najbardziej czczonego.

Jak zatrzymać się przed ikoną, nie dopisując jej sekretów

Jeżeli obraz ma służyć modlitwie, można połączyć patrzenie z krótką lekturą J 14,22-24. Nie trzeba od razu wyjaśniać całej historii Edessy. Wystarczy zatrzymać się przy związku między miłością, słuchaniem i obecnością Boga. Innym razem można przeczytać końcowe wersety Listu Judy, pamiętając o tradycyjnym przypisywaniu go apostołowi oraz o dyskusji dotyczącej autorstwa. Wtedy obraz staje się pomocą w powrocie do tekstu, a tekst chroni interpretację obrazu przed dowolnością.

Jeżeli ikona zostaje ofiarowana bliskiej osobie, warto przekazać wraz z nią prostą informację o przedstawieniu. Nie musi to być długa katecheza. Wystarczy wyjaśnić, kim jest Juda Tadeusz, dlaczego trzyma oblicze Chrystusa i że patronat nad trudnymi sprawami oznacza zaproszenie do modlitwy, nie obietnicę automatycznego rozwiązania. Szczególnie ważne jest to wtedy, gdy obdarowany przeżywa cierpienie. Dar może wyrażać pamięć i obecność; nie powinien nakładać obowiązku odzyskania pogody ani sugerować winy za brak oczekiwanej zmiany.

Takie podejście pozostawia przestrzeń dla wolności. Ktoś może potrzebować słów, ktoś ciszy, ktoś wyjaśnienia historii. Ikona nie wymaga od wszystkich tej samej reakcji. Jej znaczenie można odkrywać stopniowo, bez pośpiechu i bez presji nadzwyczajnego doświadczenia. W przypadku Judy Tadeusza ta cierpliwość szczególnie dobrze współbrzmi z nadzieją, która nie zawsze otrzymuje natychmiastową odpowiedź.

Powrót do pytania, od którego wszystko się zaczęło

Nie wszystkie zagadki zostały rozwiązane. Nie znamy pełnej biografii Judy Tadeusza. Nie potrafimy bezspornie utożsamić wszystkich bohaterów tradycji. Nie wskazaliśmy z pewnością miejsca, w którym znajduje się pierwotny Mandylion. Te braki nie muszą jednak prowadzić ani do rozczarowania, ani do dopisywania sensacyjnego finału. Zostało ustalone coś ważnego: dlaczego oblicze Chrystusa znalazło się w ikonografii świętego i jak można je odczytywać bez zacierania różnicy między historią, legendą i wiarą.

W tym miejscu warto wrócić do człowieka z Ewangelii. Juda pyta o objawienie, a Jezus odpowiada językiem miłości i przyjęcia Jego nauki. Późniejsza ikona nie jest ilustracją tej rozmowy w sensie historycznej sceny. Może jednak stać się jej wizualnym echem. Apostoł kieruje ku twarzy Tego, którego chciał lepiej zrozumieć. Oglądający zostaje zaproszony, by przejść podobną drogę: od zaciekawienia znakiem do pytania o osobę.

Patron trudnych spraw otrzymuje wówczas głębszy rys. Nie trzeba wyobrażać sobie, że ma przygotowaną prostą odpowiedź na każdy ból. Można zobaczyć w nim świadka, do którego zwracają się ludzie nieznający własnego dalszego ciągu. Historia Abgara opowiada o prośbie przekraczającej odległość. Historia Mandylionu o pragnieniu oblicza. Pytanie Judy o potrzebie zrozumienia. W osobistej refleksji te trzy motywy mogą spotkać się bez udawania, że pochodzą z jednego dokumentu.

Juda Tadeusz pozostaje na obrazie, a w jego dłoni lub przy piersi widzimy oblicze Chrystusa. Teraz ten szczegół nie jest już zagadkowym ozdobnikiem. Niesie pamięć o długiej drodze tradycji i kieruje spojrzenie dalej. Opowieść kończy się właśnie tam, gdzie zaczyna się osobista odpowiedź czytelnika: przy twarzy, której nie wystarczy rozpoznać, jeśli chce się zrozumieć, do czego zaprasza.

Źródła i dalsza lektura

Poniższe źródła mają różny charakter. Teksty biblijne są podstawą części dotyczącej świadectwa Nowego Testamentu. Dawne pisma dokumentują rozwój przekazów, a nie automatycznie historyczność wszystkich opisanych wydarzeń. Opracowania naukowe i katalogi muzealne służą rozpoznaniu dzieł oraz dziejów ikonografii. Materiały sanktuariów dokumentują przede wszystkim tradycję kultu i modlitwy. Refleksje dotyczące współczesnego odczytania obrazów są interpretacją autora artykułu.

  1. Biblia Tysiąclecia, J 14, zwłaszcza wersety 22-24. Pytanie Judy podczas Ostatniej Wieczerzy i odpowiedź Jezusa. Tekst w serwisie biblia.pl.
  2. Biblia Tysiąclecia, List Judy wraz ze wstępem. Tekst listu i tradycyjna identyfikacja autora z zaznaczeniem dyskusji biblistów. Tekst i wprowadzenie.
  3. USCCB, The Letter of Jude: Introduction. Autorstwo i problemy interpretacyjne listu. Wprowadzenie Konferencji Episkopatu USA.
  4. USCCB, The Letter of Jude, chapter 1. Tekst z komentarzem, szczególnie wersety 20-25. List Judy.
  5. USCCB, Luke, chapter 10. Posłanie siedemdziesięciu lub siedemdziesięciu dwóch uczniów; komentarz do wariantów tekstu. Łk 10.
  6. USCCB, John, chapter 1. Prolog i nauka o Wcieleniu. J 1.
  7. USCCB, John, chapter 20. Spotkanie z Tomaszem i relacja między widzeniem a wiarą. J 20.
  8. Benedykt XVI, Szymon Kananejczyk i Juda Tadeusz, audiencja generalna, 11 października 2006. Imiona, przydomek, świadectwo Ewangelii i List Judy. Polski przekład w Opoce; wersja angielska w serwisie Watykanu.
  9. Euzebiusz z Cezarei, Historia kościelna, księga I, rozdziały 12-13. Korespondencja przypisywana Abgarowi i Jezusowi, posłanie Tadeusza, uzdrowienie i nauczanie. Przekład angielski.
  10. Euzebiusz z Cezarei, Historia kościelna, księga III, rozdziały 19-20. Przekaz Hegezypa o wnukach Judy, krewnego Jezusa. Przekład angielski.
  11. Jan Damasceński, Wykład wiary prawdziwej, księga IV, rozdział 16. Obrona obrazów oraz wariant opowieści o malarzu Abgara i wizerunku pozostawionym na tkaninie. Przekład angielski.
  12. The Catholic Encyclopedia, Doctrine of Addai. Starsze opracowanie encyklopedyczne, wykorzystane do rozróżnienia wersji przekazu i orientacyjnego datowania Nauki Addaja. Hasło.
  13. Henri Leclercq, The Legend of Abgar, The Catholic Encyclopedia, 1907. Starsze opracowanie pomocnicze dotyczące listów i portretu w tradycji Abgara. Hasło.
  14. Grażyna Kobrzeniecka-Sikorska, Wizualizacja dziejów mandylionu w tradycji wschodniochrześcijańskiej ze szczególnym uwzględnieniem ikon rosyjskich, Forum Teologiczne XXI, 2020. DOI: 10.31648/ft.6093. Artykuł naukowy o rozwoju przekazów i ikonografii. Wykorzystany do historii Mandylionu; uogólnień dotyczących tożsamości Judy i Tadeusza nie przyjęto jako rozstrzygnięcia. Pełny tekst PDF.
  15. Nathan J. Hardy, Story of the Image of Edessa, e-Clavis: Christian Apocrypha, NASSCAL. Naukowy

Powiązane artykuły